Koncert w blasku świec w Łodzi – podsumowanie magicznego wieczoru
W czerwcu 2026 roku przez 1,5 godziny sala Starego Kina w Ogrodach Geyera zamieniła się w coś, czego nie da się opisać jednym słowem. Setki świec na podłodze, fortepian, saksofon i głos: bez playbacku, bez aranżacji z laptopa, bez niczego, co można by ukryć za elektroniką. Tylko muzyka na żywo i ludzie, którzy przyszli jej posłuchać.
Piszę to kilkanaście dni po tym wieczorze i wciąż mam w uszach ciszę, która zapadła podczas pierwszych taktów utworu „Łatwopalni”. Tę ciszę i skupienie pamiętam lepiej niż oklaski.
Emocje i muzyka na żywo w sercu Ogrodów Geyera
Stare Kino w Ogrodach Geyera ma w sobie coś, czego szukam w miejscach, w których gram. Surowe ściany, drewniana podłoga, historia wyczuwalna w powietrzu i jednocześnie przestrzeń, która nie przytłacza. Kiedy weszłam na scenę i zobaczyłam ten krąg świec wokół mnie, wiedziałam, że ten wieczór będzie wyjątkowy.
Świece to celowy wybór. Ich ciepłe światło zmiękcza przestrzeń, skraca dystans między sceną a publicznością. Słuchacze siedzieli dosłownie kilka metrów ode mnie. Widziałam ich twarze.
I właśnie to — spojrzenie w twarze ludzi podczas występu — jest dla mnie najważniejsze. Nie reflektory. Nie techniczne parametry sali. Kontakt.
Znane utwory w zupełnie nowych aranżacjach
Setlista tego wieczoru powstawała długo (uwierzcie mi, naprawdę dłuuuuugo!). Zależało mi na tym, żeby prowadziła słuchacza: od czułości przez melancholię po piosenki, które człowiek nuci jeszcze w drodze do domu.
Zabrzmiały więc ballady, które zna każdy m.in. „Don’t You Remember”, „Video Games”, „Serce nie sługa”, ale w aranżacjach, które sprawią, że czujesz je inaczej niż na słuchawkach albo w radiu prowadząc samochód. Pianista i saksofonista nie byli tłem. Grali razem ze mną, reagując na to, co dzieje się w sali. Dlatego piosenki, które znasz na pamięć, tego wieczoru brzmiały jak usłyszane po raz pierwszy, a nie jak kolejna wersja karaoke 😉

Właśnie to mnie pociąga w aranżacjach muzycznych: dobrze znany utwór z niespodziewanym twistem potrafi wywołać silniejsze emocje niż piosenka usłyszana po raz pierwszy. Bo słuchacz już kocha tę melodię. Wystarczy ją pokazać z innej strony.
Repertuar prowadził przez różne emocje: chwile skupienia i chwile, przy których sala ożywała. Tego się nie reżyseruje — to się po prostu czuje.

Dlaczego Twój trener wokalny powinien sam stawać na scenie?
Powiem Ci coś, o czym rzadko się mówi wprost: trema nie znika. Po tylu latach wychodzenia na scenę wiem, że nie chodzi o to, żeby się jej pozbyć. Chodzi o to, żeby ją poznać na tyle dobrze, że przestaje przeszkadzać.
Tego wieczoru też ją miałam. Zanim wyszłam przed publiczność, poczułam dobrze znajome napięcie w klatce piersiowej. I właśnie w tym miejscu zaczyna się to, co przekazuję moim uczniom w Harmonic Voice — trema to sygnał, że zależy Ci na tym, co robisz, a nie dowód na to, że nie dasz rady.

Kiedy uczę techniki wokalnej w moim studio wokalnym w Łodzi, wychodzę z konkretnego miejsca: wiem, jak to jest stać przy mikrofonie przed żywą publicznością i czuć, że oddech się skraca. Wiem, jak to jest, gdy głos drży przy pierwszej frazie i jak go ustabilizować, zanim ta fraza się skończy. Wiem, bo sama przez to przechodzę regularnie — nie „kiedyśtam”, ale teraz, w czerwcu 2026, w Starym Kinie.
Uważam, że trener wokalny, który nie śpiewa na scenie, traci dostęp do pewnej warstwy doświadczenia. Może przekazać technikę, ale nie przekaże Ci poczucia, że da się wyjść przed ludzi z drżącym sercem i mimo to zaśpiewać dobrze. A właśnie tego wiele osób potrzebuje bardziej niż kolejnego ćwiczenia na zakres.
Śpiewam regularnie na koncertach takich jak ten, ale też jako oprawa muzyczna wydarzeń. Każda scena uczy czegoś innego. Każda wraca ze mną do sali, w której uczę.
Jeśli ciekawi Cię, jak pracuję z tremą — zarówno u siebie, jak i u uczniów — napisałam o tym osobny tekst. Wróć do niego, gdy skończysz czytać.
Przełam barierę i zacznij śpiewać – Twoja kolej na krok naprzód
Czy słuchając muzyki na żywo — tej, która Cię zatrzymuje, przy której mimowolnie zamykasz oczy — masz gdzieś z tyłu głowy myśl: a ja to chciałabym kiedyś…? I zaraz po niej drugą: ale pewnie nie mam talentu / jestem za stara / nie wiem, od czego zacząć?
Znam tę drugą myśl. Słyszę ją od moich uczennic i uczniów częściej niż cokolwiek innego.
Scena, którą widzisz na zdjęciach z tego wieczoru, nie zaczęła się od odwagi. Zaczęła się od pierwszej lekcji. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda nauka śpiewu od zera w Harmonic Voice, chcesz ze mną pośpiewać — zapraszam.

Justyna Ciepłucha-Woźniak

